czwartek, 5 stycznia 2017

Aleksander Kolczenko: “Anarchia zaczyna się tam, gdzie społeczeństwo uwalnia się od niewolniczego ducha podporządkowania”

Wywiad ukazał się na portalu Prometeusz - Agencja Informacyjna (prometei.org) 22.12.2016r.

Aleksander Kolczenko:
“Anarchia zaczyna się tam, gdzie społeczeństwo uwalnia się od niewolniczego ducha podporządkowania”

Prometeusz skontaktował się z Aleksandrem Kolczenką – oskarżonym w słynnej „sprawie krymskich terrorystów” anarchistą, więźniem politycznym odbywającym wyrok 10 lat pozbawienia wolności w rosyjskim więzieniu za swój aktywny sprzeciw wobec aneksji Krymu.
Wywiad z Saszą miał ujrzeć światło dzienne przed 7 listopada 2016 roku, kiedy wypada stu dwudziesta rocznica urodzin legendarnego ukraińskiego anarchisty Nestora Machno. Jednak ze względu na cenzurę w rosyjskim więzieniu, redakcja otrzymała go dopiero teraz. Wywiad został przeprowadzony korespondencyjnie przy wsparciu rosyjskich obrońców praw człowieka.

Przede wszystkim, powiedz, czy wszystko u Ciebie w porządku? Czy nie masz problemów z administracją lub współwięźniami? Jak wygląda Twój typowy dzień?

Cześć. U mnie wszytko w porządku. Z administracją problemów na razie nie ma. Jakiś czas temu musiałem wykłócać się o regularne wydawanie korespondencji i prasy. Bez pomocy ONK (Komisja Nadzoru Publicznego – organizacja nadzorująca przestrzeganie praw człowieka w miejscach przymusowego przetrzymywania – przyp. red.) nie osiągnąłbym żadnych sukcesów. Na moją skargę przyszła odpowiedź, że w procesie dochodzenia żadnych naruszeń moich praw nie stwierdzono. Od końca sierpnia zaczęli regularnie wydawać korespondencję. Gazety otrzymywałem w dni przyjazdu ONK. W ostatnim czasie wydają je jednak mniej więcej regularnie. W świetle niepokojących wiadomości o zmianie składu zarządu ONK boję się, że w najbliższym czasie regularne wydawanie korespondencji i prasy może się skończyć. I boję się, że to wcale nie najgorsza rzecz w tej sytuacji – jak powiedziała miejscowa działaczka na rzecz praw człowieka Oksana Trufinowa, przewodniczącym ONK został wybrany człowiek, który mógł ukrywać torturowanie i zabójstwa osadzonych w zakładzie ИК-6 w mieście Kopiejsk. Ze współwięźniami relacje układają mi się normalnie, chociaż czasami zdarzają się słowne batalie dotyczące Ukrainy i Krymu (jak przyjęło się mówić: “Krymnaszu” – przyp. tłum.). Koniec końców i ja i wszyscy pozostali rozumiemy, że tutaj są tylko dwie narodowości – więźniowie i gliny. I dzięki temu, z jak wielu stron pochodzą więźniowie, mają oni świadomość wspólnych interesów, a szowinistyczne czy rasistowskie poglądy nie cieszą się popularnością, natomiast ich właściciele albo zmuszeni są «zasuszać» (skrywać swoje przekonania) albo pod wpływem okoliczności wspólnego doświadczenia zmieniają swoje poglądy.  Jeśli pominąć drobne kłótnie (co jest naturalne dla grupy ludzi dłuższy czas pozostających w zamkniętej przestrzeni, na dodatek w stanie ciągłego stresu wywołanego przede wszystkim rozłąką z rodziną i bliskimi), to w grupie przeważa duch solidarności i wzajemnej pomocy. Długi czas leniłem się, przesypiałem pół dnia. Od początku września zapisałem się na kurs zawodowy na stolarza, zacząłem chodzić na siłownię, wieczorami uczę się angielskiego.   

Co teraz czytasz?

Długi czas oprócz prasy nie czytałem niczego. Teraz ponownie czytam „Zdobycie chleba” Piotra Kropotkina.

Wielokrotnie mówiłeś o swoich anarchistycznych poglądach. Dla większości Ukraińców anarchizm to albo coś z początku XIX wieku albo coś bardzo egzotycznego i niepojętego. Dlaczego wybrałeś właśnie anarchizm, co Cię w nim pociąga? Dlaczego nie wybrałeś innego, bardziej popularnego ruchu politycznego?

Anarchizm to część ruchu socjalistycznego, który dąży do wyzwolenia klasy robotniczej spod władzy Kapitału, jednocześnie dostrzegając niebezpieczeństwo przekazania władzy nad społeczeństwem wszechmogącemu Państwu, które stałoby się wtedy właścicielem wszystkich jego bogactw.   
Wybrałem anarchizm spośród innych doktryn myśli politycznej, ponieważ większość z nich proponuje (nawet pod hasłami “rewolucyjnych”) jedynie kosmetyczne zmiany, przekazanie władzy jednych drugim. Anarchizm natomiast przedstawia spójną i konsekwentną wizję fundamentalnej zmiany wszystkich sfer życia społeczeństwa. „Obalenie władzy stanowi oczywisty cel politycznych rewolucji. Dla rewolucji socjalistycznej - to dopiero pierwszy krok.” Nawet samo życie, codzienne doświadczenia, uczą nas, że jak szczerego by człowieka nie postawić nad sobą, to i tak z czasem pojawią się u niego własne, prywatne interesy rozchodzące się z interesami wspólnoty. Zresztą kto oprócz nas samych może lepiej bronić naszych interesów i troszczyć się o nas?      

Czy postać Nestora Machno w jakiś sposób wpłynęła na twoje zainteresowanie anarchizmem?

Pamiętam, że jeszcze w szkole na lekcjach historii oburzył mnie i jednocześnie zainteresował fakt, że większa część materiału dotyczącego Wojny Ojczyźnianej opowiadała jedynie o białych, czerwonych oraz o siłach walczących o ukraińską państwowość. A o Machno napisane było jedynie kilka linijek. Chociaż, jak dowiedziałem się przy okazji słuchania referatów innych uczniów oraz czytając materiały z Internetu na temat Ruchu Machnowskiego, odegrał on znaczącą rolę w przebiegu Wojny Ojczyźnianej na terytorium lewobrzeżnej Ukrainy, odciągnął siły Denikina nacierającego na Moskwę, odegrał ważną rolę na Północnym Wybrzeżu Morza Czarnego, kluczową zaś w rozgromieniu Wrangla na Krymie. Czytając te materiały, poznałem ich pozycje w stosunku do innych sił politycznych Wojny Ojczyźnianej i więcej dowiedziałem się o rewolucyjnych przemianach dokonanych przez powstańców w wyzwolonych rejonach.

Opowiesz naszym czytelnikom o istocie anarchizmu?

Anarchizm – to nauka o drogach, sposobach wyzwolenia każdej jednostki i całego społeczeństwa od Państwa i Kapitału, od ciemiężców i wyzyskiwaczy.

Wielu Ukraińców powie, że to utopia, że życie w społeczeństwie bez przełożonych i państwa jest niemożliwe. Czy istnieją jakieś przykłady anarchistycznych społeczności, którym rzeczywiście udało się zaistnieć?

Na ten zarzut można odpowiedzieć cytatem z Oscara Wilde’a: „Progres – to realizacja utopii”. Innymi słowy, wszystko to, co jeszcze kilka wieków temu było uważane za niemożliwe, współcześnie wydaje się nam zupełnie normalne, a nawet oczywiste – zniesienie pańszczyzny, powszechne prawo wyborcze, możliwość lotu na olbrzymie odległości… I tę listę można jeszcze długo rozszerzać. Najlepsze przykłady radykalnej przebudowy społeczeństwa na anarchistycznych fundamentach (albo bliskich takim) na dużą skalę to: rejon Lewobrzeżnej Ukrainy wokół miasta Hulajpola w latach 1917-1921, Kronsztad w czasie rewolucji w latach 1917-1921, Katalonia i Komuny Aragonii w czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 1936-1939. Nawiasem mówiąc, w czasie socjalistycznego eksperymentu w Hiszpanii robotnicy zbliżyli się jak nigdy wcześniej do realizacji wolnościowego społeczeństwa. Projekty te nie upadły pod ciężarem wewnętrznych sprzeczności i ekonomicznych niepowodzeń, a zostały zdławione przez siły militarne. Wobec tego, jest zbyt wcześnie, aby wyciągać wnioski o niepodważalnym braku możliwości stworzenia wolnościowego społeczeństwa w praktyce. Ogólnie rzecz ujmując, anarchia zaczyna się tam, gdzie społeczeństwo uwalnia się od niewolniczego ducha podporządkowania, od przestarzałych dogmatów i przesądów, gdzie ludzie organizują się dla rozwiązania jakichś spraw, nie stawiając nad sobą żadnych przełożonych. Można długo wyliczać podobne projekty. Chociażby te: pracownicze syndykaty broniące praw pracowników najemnych bez pośredników i liderów związkowych; kooperatywy pozwalające zaoszczędzić pieniądze zarówno wytwórcy jak i konsumentowi przy pominięciu pośredników; couchsurfing pozwalający podróżować za minimalne koszty; spółdzielcze gospodarstwa rolne w Izraelu – kibuce; hakerzy Anonymus i Lulsec dokonujący ataków na strony ciemiężców i wyzyskiwaczy bez żadnego centralnego kierownictwa; crowdfunding pozwalający dzięki przedpłatom i dobrowolnym datkom rozpocząć kosztowny projekt/wydawnictwo, nie mając na niego środków; rozmaite komitety Majdanu, których praca polegała nie na ślepym podporządkowaniu, a na osobistym zaangażowaniu każdego z członków.  Nawet w sferze obrony narodowych interesów państwa, w naszym wieku – epoce rakiet dalekiego zasięgu –, to ochotnicze formacje zbrojne i wojska obrony terytorialnej wciąż odgrywają jedną z najważniejszych ról.  

Jak myślisz, czy gdybyś nie był anarchistycznym aktywistą, uniknąłbyś rosyjskiego więzienia?

Nawet jako anarchistyczny działacz mogłem uniknąć więzienia. Ale niestety, na tamtą chwilę na Krymie nie istniał żaden ruch anarchistyczny – pozostało jedynie niewielu nieskoordynowanych między sobą anarchistów. Na skutek tego nie istniała możliwość wypracowania wspólnego stanowiska wobec wydarzeń takich jak tak zwana „Rosyjska wiosna” ani przeciwdziałania im jako zorganizowana siła. Na chwilę obecną, wszystkie legalne środki walki wyczerpały się. Teraz, chociażby na przykładzie Aleksieja Shestakovicha, można zobaczyć,  że dla tej władzy niedopuszczalne są jakiekolwiek metody (nawet te, które do niedawna były dozwolone) okazywania niezadowolenia. Tak więc mogę powiedzieć, że teraz już nikt nie jest bezpieczny.   

Co będziesz robił, gdy wyjdziesz z więzienia?

Na razie staram się nie układać planów na przyszłość, ponieważ nie wiem kiedy wyjdę na wolność – za parę miesięcy czy za parę lat. Mogę naszkicować niektóre swoje pragnienia: chciałbym skończyć naukę na uniwersytecie, znaleźć jakąś pracę i odłożyć pieniądze na kapitał początkowy dla kooperatywy lub spółdzielni pracy.  A jeżeli będzie taka możliwość – to nawet bardziej – chciałbym przyłączyć się do już działającej. I na miarę moich sił i możliwości rozwijać ruch spółdzielczy i robotniczo-syndykalistyczny. I jeszcze chciałbym przyczynić się do rozwoju niezależnej punkowej sceny muzycznej.


Rozmawiał Denis Matsola, specjalnie dla Prometeusza.


wtorek, 25 października 2016

Zarema Seitablajewa: Wybacz wodo! Wybaczcie krymskie góry!


Po tym jak Ukraina zatrzymała dopływ wody z Dniepru* na Krym, półwysep zaczął odczuwać poważny deficyt słodkiej wody. Nie pomaga wydobycie wód podziemnych, ani spuszczenie wody z podgórskich zbiorników będących dotychczas awaryjnymi rezerwuarami dla Wschodniego Krymu. Dzieje się wręcz przeciwnie, podejmowane działania jedynie pogarszają sytuację. Zmiana poziomu wód w zbiornikach spowodowała obniżenie się poziomu wód gruntowych, które zaczęły ulegać zasoleniu, skutki czego szczególnie dotkliwie odczuwają gospodarstwa rolnicze.      

Na tym jednak nieszczęścia Krymian się nie kończą. Rada Ministrów Republiki Krymu, której przewodniczy Siergiej Aksionow, postanowiła zintensyfikować wydobycie zasobów krymskich gór.

A krymskie góry to nie tylko przepiękna ozdoba półwyspu, ale również tereny, na których zbiera się tak istotna dla Krymu woda pitna. To również bariera chroniąca południowy brzeg Krymu od wpływów chłodnych mas powietrza napływających z północnego wschodu. To miejsce, w którym przez tysiąclecia rozwijał się system podziemnych cieków wodnych, w którym uformował się unikalny układ wiatrów.




Jednak dla obecnych władz Krymu znaczenie ma jedynie chwilowa korzyść, a przez to krymskie góry znajdują się w niebezpieczeństwie. Kopalnie odkrywkowe i kamieniołomy zwiększają wydobycie, a oprócz starych, wciąż ruszają kolejne odkrywki – i to często w najbardziej malowniczych miejscach. 

Najnowsze wiadomości mówiące o uruchomieniu kolejnego kamieniołomu bezpośrednio przy mieście Sudak zaszokowały bardzo wielu Krymian, a szczególnie mieszkańców sudakowskiego regionu. Wszyscy rozumieją, że taki sąsiad nie tylko degraduje środowisko, ale przy tym odstrasza od regionu wszelkich turystów. Władze Krymu wydały wyrok również na górę Czokatasz: znajdują się tam bogate złoża żwiru i kamienia na tłuczeń. Wydobycie będzie prowadzone na przemysłową skalę.



I nawet pomimo tego projektu, ma jeszcze ruszyć wydobycie w kamieniołomie Północnosasykskim (Северо-Сасыкский карьер) położonym na terenie miasta Eupatoria oraz eksploatacja czeremisowskiego złoża kamienia budowlanego (Черемисовское месторождение) w regionie biłohirskim. 

Wszelkie problemy związane z kamieniołomem-sąsiadem dokładnie znają mieszkańcy wsi położonych przy kamieniołomie Ulianowskim w regionie biłohirskim. Góra została tam praktycznie zrównana z ziemią, a wraz z nią „zabite” najlepsze drogi, ściany domów pękają, wody podziemne skryły się gdzieś bardzo głęboko, a biały pył pokrywa wszystko na przestrzeni tysięcy metrów kwadratowych wokół kamieniołomu. 

Zdegradowany ekosystem masywu Agarmysz w pobliżu miasta Stary Krym. Z powodu wydobycia wysokość Łysego Agarmysza zmalała o niemal 100 metrów, co miało wpływ na układ prądów powietrza. Wybuchy w kamieniołomie powodują zmiany tektoniczne w wewnątrz skał masywu, w efekcie czego powstają osuwiska w rejonach krasu Agarmysza, a te zaburzają ruch wód podziemnych. Zanikają źródła oraz zbiorniki wodne przez te źródła zasilane, uchodzą głęboko pod ziemię, co staje się przyczyną wysychania całych połaci lasów. 



Krymski żwir w olbrzymich ilościach wykorzystywany jest przy budowie dróg, miliony ton żwiru wybiera się tylko do budowy trasy „Tawrida”, która ma połączyć Kercz z Sewastopolem. Specjaliści przekonują, że krymski żwir jest zbyt miękki, aby współcześnie wciąż wykorzystywać go do budowy dróg. Ale kto by ich dzisiaj słuchał na Krymie? A to znaczy, wybacz jeszcze jedna góro…  

Gdzie reakcja krymskich ekologów i ekspertów? Przecież zagrożone są nie tylko góry, ale cały ekosystem Krymu! Ale tak naprawdę reakcji nie ma, ponieważ społeczeństwo współczesnego Krymu nikogo nie słucha i słuchać nie zamierza – i społeczeństwo to doskonale o tym wie.

W takim tempie krymskie góry szybko pokryją się dziurami kamieniołomów, a wtedy – wybaczcie nie tylko góry, ale i wodo i cały krymski kurorcie.
Dla portalu Krym.realii
krymianka, blogerka


Zarema Seitablajewa


_______________________________________________
* (od redakcji) 26.04.2016r. decyzją ukraińskich władz zamknięto kanał północnokaukaski doprowadzający na Krym wodę z Dniepru. W ten sposób zaspokajano 85% zapotrzebowania na wodę pitną na półwyspie. 

Zarema Seitablajewa: Wybacz wodo! Wybaczcie krymskie góry!


Po tym jak Ukraina zatrzymała dopływ wody z Dniepru* na Krym, półwysep zaczął odczuwać poważny deficyt słodkiej wody. Nie pomaga wydobycie wód podziemnych, ani spuszczenie wody z podgórskich zbiorników będących dotychczas awaryjnymi rezerwuarami dla Wschodniego Krymu. Dzieje się wręcz przeciwnie, podejmowane działania jedynie pogarszają sytuację. Zmiana poziomu wód w zbiornikach spowodowała obniżenie się poziomu wód gruntowych, które zaczęły ulegać zasoleniu, skutki czego szczególnie dotkliwie odczuwają gospodarstwa rolnicze.      

Na tym jednak nieszczęścia Krymian się nie kończą. Rada Ministrów Republiki Krymu, której przewodniczy Siergiej Aksionow, postanowiła zintensyfikować wydobycie zasobów krymskich gór.

A krymskie góry to nie tylko przepiękna ozdoba półwyspu, ale również tereny, na których zbiera się tak istotna dla Krymu woda pitna. To również bariera chroniąca południowy brzeg Krymu od wpływów chłodnych mas powietrza napływających z północnego wschodu. To miejsce, w którym przez tysiąclecia rozwijał się system podziemnych cieków wodnych, w którym uformował się unikalny układ wiatrów.



Jednak dla obecnych władz Krymu znaczenie ma jedynie chwilowa korzyść, a przez to krymskie góry znajdują się w niebezpieczeństwie. Kopalnie odkrywkowe i kamieniołomy pracują wciąż coraz bardziej intensywnie, a oprócz starych, wciąż ruszają kolejne odkrywki – i to często w najbardziej malowniczych miejscach. 

Najnowsze wiadomości mówiące o uruchomieniu kolejnego kamieniołomu bezpośrednio przy mieście Sudak zaszokowały bardzo wielu Krymian, a szczególnie mieszkańców sudakowskiego regionu. Wszyscy rozumieją, że taki sąsiad nie tylko degraduje środowisko, ale przy tym odstrasza od regionu wszelkich turystów. Władze Krymu wydały wyrok również na górę Czokatasz: znajdują się tam bogate złoża żwiru i kamienia na tłuczeń. Wydobycie będzie prowadzone na przemysłową skalę.


I nawet pomimo tego projektu, ma jeszcze ruszyć wydobycie w kamieniołomie Północnosasykskim (Северо-Сасыкский карьер) położonym na terenie miasta Eupatoria oraz eksploatacja czeremisowskiego złoża kamienia budowlanego (Черемисовское месторождение) w regionie biłohirskim. 

Wszelkie problemy związane z kamieniołomem-sąsiadem dokładnie znają mieszkańcy wsi położonych przy kamieniołomie Ulianowskim w regionie biłohirskim. Góra została tam praktycznie zrównana z ziemią, a wraz z nią „zabite” najlepsze drogi, ściany domów pękają, wody podziemne skryły się gdzieś bardzo głęboko, a biały pył pokrywa wszystko na przestrzeni tysięcy metrów kwadratowych wokół kamieniołomu. 

Zdegradowany ekosystem masywu Agarmysz w pobliżu miasta Stary Krym. Z powodu wydobycia wysokość Łysego Agarmysza zmalała o niemal 100 metrów, co miało wpływ na układ prądów powietrza. Wybuchy w kamieniołomie powodują zmiany tektoniczne w wewnątrz skał masywu, w efekcie czego powstają osuwiska w rejonach krasu Agarmysza, a te zaburzają ruch wód podziemnych. Zanikają źródła oraz zbiorniki wodne przez te źródła zasilane, uchodzą głęboko pod ziemię, co staje się przyczyną wysychania całych połaci lasów. 


Krymski żwir w olbrzymich ilościach wykorzystywany jest przy budowie dróg, miliony ton żwiru wybiera się tylko do budowy trasy „Tawrida”, która ma połączyć Kercz z Sewastopolem. Specjaliści przekonują, że krymski żwir jest zbyt miękki, aby współcześnie wciąż wykorzystywać go do budowy dróg. Ale kto by ich dzisiaj słuchał na Krymie? A to znaczy, wybacz jeszcze jedna góro…  

Gdzie reakcja krymskich ekologów i ekspertów? Przecież zagrożone są nie tylko góry, ale cały ekosystem Krymu! Ale tak naprawdę reakcji nie ma, ponieważ społeczeństwo współczesnego Krymu nikogo nie słucha i słuchać nie zamierza – i społeczeństwo to doskonale o tym wie.

W takim tempie krymskie góry szybko pokryją się dziurami kamieniołomów, a wtedy – wybaczcie nie tylko góry, ale i wodo i cały krymski kurorcie.
Dla portalu Krym.realii
krymianka, blogerka


Zarema Seitablajewa


_______________________________________________
* (od redakcji) 26.04.2016r. decyzją ukraińskich władz zamknięto kanał północnokaukaski doprowadzający na Krym wodę z Dniepru. W ten sposób zaspokajano 85% zapotrzebowania na wodę pitną na półwyspie. 

niedziela, 23 października 2016

23.10.2016r.


Ukraiński reżyser Oleg Sencow, bezprawnie osądzony i skazany w Rosji, został przeniesiony do więziennej izolatki
– poinformowała jego siostra Natalia Kapłan.


„Oleg Sencow przeniesiony do izolatki. Uważa się, że to zielone światło dla torturujących” napisała na swoim Facebook’u w sobotę.

Na wizji stacji „122.Ukraina” Natalia Kapłan sprecyzowała, że Oleg Sencow został umieszczony w izolatce na 15 dni i że nie posiada ona więcej informacji. Przypuszcza, że Oleg będzie torturowany i że będzie na niego wywierana presja.

Wiceminister sprawiedliwości Ukrainy Siergiej Pietuchow, również na Facebook’u, potwierdził fakt, że Oleg Sencow został na 15 dni przeniesiony do izolatki i podkreślił, że tortury są nie zgodne z Europejską Konwencją Praw Człowieka podpisaną przez Rosję.

„Rosja powinna zapewnić stały dostęp do Olega ukraińskiemu konsulowi i przedstawicielom Czerwonego Krzyża, aby mogli oni kontrolować stan jego zdrowia i zapewnić nietykalność osobistą.” – napisał Siergiej Pietuchow. 

21 października Siergiej Pietuchow poinformował o tym, że Rosja odmówiła przekazania Olega Sencowa i Aleksandra Kolchenko i umożliwienia odbycia kary w ojczyźnie.
W sierpniu 2015 r Północnokaukaski Wojenny Sąd Okręgowy w Rostowie nad Donem skazał Olega Sencowa, zatrzymanego w 2014 roku na Krymie, na 20 lat kolonii karnej za organizację siatki terrorystycznej na półwyspie. W tej samej sprawie na 10 lat pozbawienia wolności został skazany Aleksander Kolchenko.    
Na początku maja bieżącego roku osadzeni wypełnili dokumenty niezbędne dla przekazania ich i odbycia kary na Ukrainie. 1 czerwca Sąd Najwyższy Federacji Rosyjskiej odmówił rozpatrzenia wniosku o kasację wyroku na Olegu Sencowie i Aleksandrze Kolchenko. Obaj Ukraińcy nie przyznają się do winy. Stowarzyszenie „Memoriał” uznało ich za więźniów politycznych. 

środa, 12 października 2016

12.10.2016r.: Zatrzymano 5 krymskich Tatarów

12 października przeszukano domy i aresztowano pięciu krymskich Tatarów. Podczas przeszukań nie znaleziono niczego oprócz religijnej literatury. W pięciu rodzinach, które pozostały bez ojców, jest 17 dzieci. Poinformowała o tym na facebook’u dziennikarka Lilia Buddżurowa.   
  
„Dzisiaj na Krymie po przeszukaniu domów (w których oprócz religijnej literatury nie znaleziono niczego) aresztowano jeszcze pięciu muzułmanów: Rustama Ismaiłowa, Uzeira Abdulajewa, Timura Abdulajewa, Emila Dżemadinowa i Andreja Saledinowa”

„Do tej pory organizacja „Nasze dzieci” z Waszą pomocą opiekowała się 47 dziećmi aresztowanych, przepadłych bez wieści i zamordowanych krymskich muzułmanów. Od dzisiaj będzie to 64” - pisze dziennikarka.

Przypomnijmy, że przygotowany na zlecenie Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy raport na temat naruszeń praw człowieka w zaaneksowanym Krymie i rejonie Dombasu nieznajdującym się pod kontrolą Ukrainy, mówi o „atmosferze zastraszenia” oraz zwraca uwagę, że istnienie społeczności krymskich Tatarów jest zagrożone.   


sobota, 8 października 2016

Radio Swoboda: uwolnić bohatera sztuki!

Zdelegalizowany w swojej ojczyźnie, ale swobodnie występujący za granicą, Białoruski Wolny Teatr wzywa do uwolnienia ukraińskiego reżysera Olega Sencowa. O jego losie opowiada spektakl pod tytułem Burning DoorsГорящие двери»), którego premiera odbyła się na początku tej jesieni w Wielkiej Brytanii. Po przedstawieniu, na organizowanych przez teatr spotkaniach, widzowie mogą usłyszeć, co sądzą o zajściach na Ukrainie nie sami aktorzy, a ci, których losy zmieniły się wraz z rozpoczęciem rosyjskiej agresji.  


O swoim kuzynie, Olegu Sencowie, opowiada Natalia Kapłan, o swoich doświadczeniach – świadkowie działań wojennych na Ukrainie. Zdaniem Nikołaja Chalezina, założyciela Białoruskiego Wolnego Teatru i reżysera Burning Doors, im częściej spektakle opowiadają o zniewoleniu na Białorusi, w Rosji i na Ukrainie, tym więcej widzów zaczyna rozumieć, co rzeczywiście się dzieje.  

- Dlaczego Białoruski Wolny Teatr zdecydował się wspierać Olega Sencowa? 
- Jesteśmy z pewnością jedynym teatrem na świecie, który zajmuje się kampaniami społecznymi. Jest u nas człowiek, który nawet odpowiadał za to przed sądem. A ponieważ jeden z bohaterów naszej sztuki znajduje się w więzieniu, zdecydowaliśmy zająć się sprawą jego uwolnienia. Zaczęliśmy od kampanii z pocztówkami: poprosiliśmy widzów o napisanie listów do Olega Sencowa – nie pretensjonalnych, nie potępiających reżim, ale takich opowiadających o zwykłych, codziennych sprawach, tak aby lżej było mu w więzieniu. Później z pomocą wolontariuszy tłumaczyliśmy teksty listów i pocztówek na język rosyjski.    
W efekcie otrzymaliśmy niezwykle interesujące historie np. o olimpiadzie, o nowym albumie Nicka Cave’a albo po prostu o tym, co się dzieje, jaka jest pogoda. Wszystkie wysyłamy Olegowi. 10 października odbędzie się przemówienie na na ten temat w brytyjskim parlamencie, na które mają przyjść zaproszeni przez nas ukraińscy politycy i dziennikarze. Na 12 października planujemy bezpośrednią transmisję spektaklu z Manchesteru oraz dyskusję wraz z uczestnikami z Białorusi i Rosji o tym, jak sztuka przeplata się z wojną. To nasz dług - skoro opowiadamy o tym człowieku, powinniśmy także spróbować wymyślić coś, aby bardziej bezpośrednio przyczyni się do jego uwolnienia.
 - Przedstawienie „Burning Doors” opowiada nie tylko o Olegu Sencowie, ale jest to również historia artysty Piotra Pawlenskiego i Marii Alechiny z Pussy Riot, którzy również znajdują się obecnie w więzieniu. Jak powstał pomysł, aby przedstawić losy tych postaci w jednej sztuce?
- Brytyjskie teatry próbując pojąć, co dzieje się na Ukrainie, poprosiły nas o napisanie sztuki. Brytyjscy dramaturgowie nie mogli odnaleźć się w kontekście tych wydarzeń - jest to rzeczywiście trudne dla obcokrajowca. Ciężko zrozumieć naturę tej wojny, pojąć, na czym polega wojna hybrydowa, jak się odbywa i co myślą o niej jej uczestnicy. Zaczęliśmy zbierać materiały, rozmawialiśmy z uczestnikami działań wojennych. Wcześniej również zajmowaliśmy się sprawami Ukrainy, ale w tym wypadku staraliśmy się jeszcze dokładniej zgłębić ten temat i wtedy zrozumieliśmy, że nie chcemy pisać sztuki dla innego teatru. Ponieważ zebraliśmy, jak się później okazało, naprawdę dobry materiał, zdecydowaliśmy, że chcemy stworzyć swój własny spektakl.    
Losy trzech głównych bohaterów spektaklu Burning Doors rzeczywiście się przeplatają. Kiedy członkinie Pussy Riot trafiły za kratki, Piotr Pawlenski stanął na placu z zaszytymi nicią ustami. To była jego pierwsza akcja. A w tym samym czasie, kiedy posadzili Olega Sencowa, sądzili również Pawlenskiego za podpalenie drzwi FSB. Piotr poprosił wtedy o przekwalifikowanie jego czynu na akt terroryzmu, jak to się stało w przypadku Sencowa. Dodatkowo zechciała z nami pracować Maria Alechina – pomyśleliśmy wówczas, że skoro jest już z nami jedna z bohaterek, to jasne jest co i jak robić dalej. Piotr Pawlenski przekazał nam z więzienia dwa teksty, o których napisanie go prosiliśmy i wszystkie te elementy zaczęły składać się w jedną całość. 
- Spotykam się z wami w czasie międzynarodowego festiwalu Praskie skrzyżowania poświęconego dorobkowi Wacława Havela, który 5 października skończyłby 80 lat. Do Pragi przyjechaliście ze spektaklem Czas kobiet, który także opowiada o więziennych doświadczeniach. To historia trzech białoruskich dziennikarek, Iriny Chalip, Natalii Radnej i Anastazji Polożanko, które spotkały represje ze strony reżimu Aleksandra Łukaszenki. Dlaczego wybraliście właśnie sztukę?
- To historia trzech kobiet ukazana przez pryzmat ich pobytu w więzieniu: ich spojrzenie na ich własne życie, na ostatnie 22 lata spędzone w świecie białoruskiej dyktatury. To był skandal, że trzy młode dziewczyny trafiły do więzienia, skandalem były panujące tam warunki: 2 razy w ciągu dnia wyjście do toalety i tym podobne sytuacje przypominające właściwie tortury. A przecież u nich było ich własne życie, wszystkie sprawy, które je interesowały również w murach więzienia, a które nie dotyczyły tylko polityki. W tak ekstremalnej, a zarazem interesującej sytuacji, człowiek myśli o władzach, o tym, co dzieje się w jego kraju i o tym, co dzieje się z nim samym. Patrzy na swoją przeszłość i stara się zrozumieć, jaka będzie jego przyszłość.   
Sztukę wybraliśmy nie my, a organizatorzy festiwalu. W Czasie kobiet jest pewien bardzo ważny moment – to historia listu Wacława Havela. Napisał on list, w którym zwracał się do Białorusinów, a który moja żona odczytała na placu. U nas w domu skończył się tusz w drukarce i ja przepisałem ten list odręcznie, aby można było go przeczytać. Natalia Radina powiedziała wtedy: Daj mi ten tekst, wezmę go nocą i opublikuję.  
Poszła do redakcji i tam została aresztowana. Aresztowano wówczas całą redakcję, a ta kartka z tekstem Havela została u niej w kieszeni. Co ciekawe, nie skonfiskowali jej. Tekst Havela towarzyszył jej przez cały pobytu w areszcie. Było to dla nas bardzo ważne, ponieważ Havel wraz z Tomem Stoppardem byli patronami naszego teatru, kilka razy udało się nam spotkać, a nawet graliśmy spektakl u niego w Graczekie (dom letniskowy Havela) oraz w jego bibliotece w Pradze. Przez wiele lat łączyły nas bardzo ciepłe stosunki, więc 80 rocznica jego urodzin wydawała się nam szczególnie ważna.  
- A o czym mówił ten tekst i w jakich okolicznościach został odczytany?
- To były wybory prezydenckie w 2010 roku, 19 grudnia, kiedy wybory – jak zawsze u nas – zostały sfałszowane i na placu w Mińsku zebrało się około 50 tysięcy Białorusinów. To był czas wielkiego narodowego zrywu. Inicjatywy były brutalnie tłumione, do więzienia trafiło prawie 2 tysiące osób, w tym 7 z 10 kandydatów na prezydenta. Wtedy właśnie zostały aresztowane te trzy dziennikarki. A tekst mówił o najprostszych ludzkich rzeczach - o tym, że Wacław Havel liczy, że to wszystko się zmieni, że jest przekonany, że ludzie, którzy wyszli na plac, wiedzą jak tych zmian dokonać, że nie wolno się bać. Wszystko było bardzo proste – jak zawsze wszystko u niego: proste słowa, które pomagały zrozumieć najważniejsze.   
- Wacław Havel miał nadzieję, że zmiany są możliwe, ale czy zmieniała się jakoś sytuacja teatru w Białorusi w ostatnim czasie? W sierpniu zeszłego roku Aleksander Łukaszenko ułaskawił pewną część więźniów politycznych. Czy w związku z tym zmieniła się również pozycja Białoruskiego Wolnego Teatru w swojej ojczyźnie czy wszystko zostało po staremu? 
- Wszystko pozostało takie, jakim było wcześniej, jedynie zmniejszyła się liczba nalotów. Jak byliśmy nielegalni, tak pozostajemy nielegalni, gramy w garażu… przy czym za granicą występujemy na najbardziej prestiżowych scenach na świecie. To taki dysonans, dualizm, który pomaga nam zrozumieć, że świat to nie tylko wielkie, piękne sceny teatrów. Gramy po 3-4 przedstawienia w tygodniu, za jednym razem spektakl może obejrzeć 60 widzów. Sala zawsze jest pełna. Prosimy widzów, aby brali ze sobą paszporty, na wypadek, gdyby przyszła policja – w ten sposób łatwiej ustalić tożsamość i uniknąć aresztowania. Tak to wygląda już prawie od 12 lat. Nie sprzedajemy biletów, gdybyśmy to robili, znleźliby na nas jakiś podatkowy artykuł. A kiedy dziennikarze pytają w ministerstwie kultury: Co myślą państwo o sukcesie Wolnego Teatru na deskach szekspirowskiego teatru „Globus”? – odpowiadają im, że taki teatr nie istnieje.
W tej przestrzeni u nas nic się nie zmienia, zmieniamy się tylko my. Ostatnie dwa nasze spektakle były bardzo zaangażowane politycznie, 19 października odbędzie się natomiast premiera sztuki Jutro zawsze byłam lwem z brytyjskimi aktorami. To opowieść o samotnej kobiecie, która leczy się na schizofrenię - a więc nie tylko polityka. Te wszystkie tematy, tak zwane tematy naszych szerokości, tematy węzła trzech krajów: Ukrainy, Rosji i Białorusi,  interesują nas i niepokoją. Zaczęliśmy mówić o tym głośno, ponieważ zrozumieliśmy: nie ma problemu oddzielnie Rosji albo oddzielnie Ukrainy, są problemy trzech krajów, które są bardzo silnie związane ze sobą. Albo te trzy kraje wyjdą z tego zamkniętego kręgu albo nie wyjdzie z niego nikt.  

Tekkst: Aleksandra Wagner

wtorek, 4 października 2016

03.10.2016r.

Władze więzienia nie dopuszczają do Aleksandra Kolczenko ukraińskiego konsula.

Rosyjska obrończyni praw człowieka, Tatiana Szczur, pisze na swoim fejsbuku o spotkaniu członkiń Czelabińskiej Komisji Nadzoru Publicznego (ONK) z znajdującym się w więzieniu Aleksandrem Kolchenko.


„Podaję najnowsze informacje dotyczące Aleksandra Kolochenki. Dzisiaj członkinie Czelabińskiej ONK, Olga Folova i Dina Latypova, wizytowały kolonię karną w Kopiejsku. Saszę Kolczenko spotkały na zajęciach ze stolarki w szkole zawodowej. Wyglądał nieźle, tylko trochę jakby jeszcze podrósł :) W normalnym nastroju” - napisała Tatiana Szczur.   

Według jej słów, ukraiński więzień polityczny „skarżył się, że w czasie przeszukania funkcjonariusze odebrali mu wiele książek”. Dzięki interwencji członkiń ONK książki zostały zwrócone - osobiście potwierdziły to Olga Frolova i Dina Latypova. Na ich żądanie Sasza otrzymał również 5 numer Nowej Gazety (Новой газеты) – dodała Tatiana Szczur.
Powołując się na słowa samego Aleksandra Kolczenki, Szczur podała, że w tej chwili kierowane do niego listy nie są już zatrzymywane. „Przekazują regularnie. Niedobrze, że wciąż nie dopuszczają do spotkania z konsulem. Będziemy nad tym pracować dalej. Przy następnej wizycie zażądamy wyjaśnień od naczelnika kolonii Gordowa, z którym członkom ONK nie udało się dzisiaj spotkać” – pisze.   
Zgodnie z jej słowami, członkini Czelabińskiej ONK, Olga Frolova, szczególnie doceniła maniery Szaszy. „Kiedy szli do celi, aby sprawdzić, w jakich warunkach przebywa i zwrócić książki, on cały czas przechodził do przodu, otwierał drzwi, przepuszczał kobiety” – napisała aktywistka.
Przypomnijmy, że w sierpniu 2015r. Północnokaukaski Okręgowy Sąd Wojskowy skazał krymskiego antyfaszystę Aleksandra Kolczenkę na 10 lat kolonii karnej w sprawie o przygotowywanie aktów terroryzmu na Krymie. Drugi oskarżony w tej sprawie, ukraiński reżyser Oleg Sencow, otrzymał wyrok 20 lat kolonii karnej.   
Kolczenko i Sencow nie przyznali się do winy, twierdząc, że wytoczony im proces ma charakter polityczny. Pod koniec listopada 2015r Sąd Najwyższy utrzymał wyrok nie uznając skargi złożonej przez adwokatów Kolczenki i Sencowa.  
Stowarzyszenie Memoriał uważa Kolczenkę i Sencowa za więźniów politycznych